Tutaj jesteś Turystyka In memoriam o ludziach stąd Andrzej Kołaczkowski humanista,...
Odpady Komunalne Odpady Komunalne Obrazek segregacji śmieci
Poradnik Interesanta Poradnik Interesanta Dwie osoby z dokumentami
Gazeta Gminna Wólka News Gazeta Gminna Wólka News Obrazek logo gmina news
Inwestycje Gminne Inwestycje Gminne Obrazek flaga uni europejskiej
Rozkład jazdy Rozkład jazdy Autobus na ulicy
Odnawialne źródła energii w Gminie Wólka Odnawialne źródła energii w Gminie Wólka Obrazek kolektory słoneczne
Seniorzy w Gminie Wólka Seniorzy w Gminie Wólka Obrazek seniorzy

In memoriam o ludziach stąd

Andrzej Kołaczkowski humanista, nauczyciel, tłumacz

„Otoczony pięcioma szafami książek (większość z literatury obcej), niczym Faust, rozmyśla nad losem, który skazał go na zapomnienie.” Ten obraz zaczerpnięty z artykułu: „Człowiek renesansu” autorstwa Barbary Kosmali, stał się inspiracją do przypomnienia biografii mieszkańca naszej gminy Andrzeja Kołaczkowskiego, osoby, która bez wątpienia zasługuje na naszą pamięć.

Andrzej Marian Kołaczkowski urodził się 29 listopada 1906 roku w Warszawie w rodzinie Jana i Róży Kołaczkowskich. Gdy miał zaledwie rok, jego rodzice przeprowadzili się do majątku w Moszenkach, położonych w gminie Jastków, gdzie rodzina Kołaczkowskich mieszkała przez trzynaście lat. Wraz z rodzeństwem - Wojtkiem, Krysią, Elżunią i Jasiem - pierwsze nauki pobierał w domu. Z zapałem uczył się języka polskiego i francuskiego. Domowa biblioteka Kołaczkowskich była imponująca, co sprawiało, że mały Jędrek z radością i pasją dużo czytał. Szczególne wrażenie wywarła na nim książka „Nad dalekim cichym fiordem” norweskiej pisarki Agot Gjems-Selmer, która, jak sam później przyznał, wpłynęła na jego zainteresowanie literaturą skandynawską.

W 1920 roku jego ojciec, Jan, zakupił majątek w Łabuńkach, w gminie Łabunie niedaleko Zamościa. Rodzina Kołaczkowskich zamieszkała tam w maju tego samego roku. Niestety z powodu wojny i zbliżających się wojsk kozackich pod dowództwem Siemiona Budionnego, cała rodzina musiała nocą, w wielkim pośpiechu, opuścić dom i udać się do Pliszczyna. Do bezpiecznego majątku, otrzymanego w wianie przez matkę Różę z Boduszyńskich.

Gdy Andrzej miał osiemnaście lat niespodziewanie zmarł jego ojciec. Pomimo trudnej sytuacji rodzinnej i materialnej, nie przerwał nauki – kontynuował edukację w gimnazjum im. Stefana Batorego tak zwanej „Szkole Lubelskiej”, gdzie w 1925 roku zdał maturę. Następnie rozpoczął studia na Uniwersytecie Poznańskim, wybierając filologię niemiecką i francuską, a w rezultacie uzyskał tytuł magistra filozofii na Wydziale Humanistycznym w zakresie filologii niemieckiej. W okresie wakacyjnym rozwijał swoje wykształcenie filologiczne na licznych zagranicznych kursach językowych w Niemczech, Danii, Szwecji i Austrii. Podczas kursów w Kopenhadze i Uppsali opanował języki szwedzki oraz duński. Z korespondencji z matką wynika, że był niezwykle gorliwym uczniem. Czytał i porozumiewał się w dziewięciu językach, co po wojnie znacząco ułatwiło mu pracę tłumacza. Po ukończeniu studiów pracował w gimnazjach w Ostrzeszowie oraz w Sierpcu. Należał do Związku Korporanckiego Korona, którego celem było wspieranie studentów w ich akademickim i społecznym rozwoju i przygotowanie swoich członków do pracy obywatelskiej dla dobra Ojczyzny. Swoje życie religijne pogłębiał w Sodalicji Mariańskiej.

Często przebywał w Pliszczynie, gdzie wspierał matkę w organizacji pracy w majątku. Oprócz obowiązków rodzinnych, z kroniki szkoły w Pliszczynie wiadomo, że będąc jeszcze studentem, aktywnie angażował się w życie lokalnej społeczności. Współpracował z nauczycielami, pomagał w organizowaniu przedstawień teatralnych z młodzieżą oraz w prezentowaniu ich dla mieszkańców okolicznych wiosek.

W czasie drugiej wojny światowej Andrzej Kołaczkowski nie poszedł do wojska z powodu słabego wzroku. Uczył języka niemieckiego w lubelskich szkołach zawodowych oraz brał udział w kursach tajnego nauczania. Nieustannie wspierał swoją matkę Różę, która mieszkając w Pliszczynie, zmagała się z licznymi, nie tylko finansowymi trudnościami. Najmłodszy brat Andrzeja, Jan, kawalerzysta, został ranny podczas kampanii wrześniowej w bitwie pod Mokrą i trafił do niewoli. Przez pół roku przebywał w obozie jenieckim, a Andrzej wraz z rodzeństwem regularnie pisał do niego listy i wysyłał paczki. Wraz z matką niestrudzenie poszukiwał sposobów, by uwolnić Jana z niemieckiej niewoli. Ich starania były pełne determinacji i rodzinnego oddania – nie ustępowali w wysiłkach, by przywrócić brata do domu, wykazując się przy tym ogromną troską i wytrwałością.

Po wojnie Andrzej Kołaczkowski początkowo pracował jako lektor języka angielskiego na Politechnice Warszawskiej podczas jej tymczasowej działalności w Lublinie. Następnie został adiunktem germanistyki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie równocześnie studiował anglistykę. Pracował również jako lektor na UMCS, a na KUL-u prowadził lektoraty z języka niemieckiego, francuskiego, angielskiego, szwedzkiego oraz esperanto. W 1947 roku, wraz z całą rodziną, głęboko przeżył śmierć swojego brata Jana, który zmarł z wycieńczenia w łagrze na Syberii. O śmierci brata dowiedział się od Stanisława Borkowskiego, który razem z Janem Kołaczkowskim przebywał w obozie kontrolno-filtracyjnym w miejscowości Kizieł.

W 1951 roku Andrzej Kołaczkowski został oskarżony przez ówczesne władze ludowe, że jest przeciwnikiem nauki sowieckiej. Miał odwagę publicznie stwierdzić: „Nie ilość wydobytego węgla, ani wyhodowanych świń, lecz nieśmiertelny duch narodu świadczy o jego wielkości”. Ponadto w dzienniku „Sztandar Ludu” pojawił się artykuł „W imię solidarności z pruskimi junkrami pan Kołaczkowski protestuje przeciw granicy na Odrze i Nysie” zarzucono mu poglądy proniemieckie i antypolskie. Najbardziej bolesne dla Andrzeja Kołaczkowskiego było to, że został nazwany zdrajcą ojczyzny i jako pracownik naukowy miał bardzo zły wpływ na studentów. Za co został w trybie natychmiastowym zwolniony z pracy. Podczas rewizji w jego domu odnaleziono podrzuconą karykaturę Stalina, co stało się bezpośrednią przyczyną aresztowania i dwuletniego pobytu w więzieniu na Zamku Lubelskim.

W „Wiadomościach Ziemiańskich” z 2011 roku siostrzeniec Maciej Dunin-Łabędzki opisał szczegóły tego wydarzenia: „W 1951 roku, podczas masówki, jako człowiek prawdomówny i prostolinijny, a zupełnie niepraktyczny, zaprotestował, gdy jeden z politruków zaczął szerzyć kłamstwa na temat polityki Watykanu i Kościoła w Polsce. Chodziło o obsadę diecezji Ziem Odzyskanych – Andrzej zgodnie z prawdą powiedział, że Watykan nie mógł zgodzić się na mianowanie biskupów na tych terenach bez uregulowania granicy zachodniej Polski w traktacie z oboma państwami niemieckimi. Studenci obecni na sali bezskutecznie próbowali uciszyć ulubionego wykładowcę, lecz on powiedział wszystko, co leżało mu na sercu”. Ceniony i lubiany przez studentów profesor został skazany na dwa lata więzienia.

Pobyt w więzieniu potraktował jako surową, lecz wartościową szkołę życia, która pozwoliła mu zrozumieć, co w życiu jest naprawdę ważne. W liście do matki, Róży, pisał: „Odniosłem już dużo duchowych korzyści. Pogłębiłem swój stosunek do wielu spraw, doceniłem wartość rzeczy, które wcześniej zbyt mało ceniłem, poznałem wielu ciekawych ludzi i dowiedziałem się wiele o życiu, którego dotąd nie znałem. Mam dar przystosowywania się do nowych warunków i potrafię cieszyć się drobnymi radościami: śpiewem ptaków o świcie, biciem dzwonów, książkami – to umila mi szare dni więzienne”. W listach Andrzej Kołaczkowski starał się uspokoić matkę, wyrażając głęboką wdzięczność za jej trud i poświęcenie, zwłaszcza podczas wizyt w więzieniu, na które trzeba było czekać godzinami, by choć przez krótkie pięć minut móc się zobaczyć. Pobyt w więzieniu uświadomił mu, jak bardzo kocha matkę, ile jej zawdzięcza i jak często ją zaniedbywał. Z nadzieją patrzył w przyszłość, wierząc, że po odzyskaniu wolności będzie mógł to naprawić. W listach zwracał się do matki czule, nazywając ją „Musieczką”

Andrzej Kołaczkowski domyślał się, iż powodów jego uwięzienia było wiele: ziemiańskie pochodzenie; brat Wojciech był dowódcą Dywizjonu 303, brat Jan działał w AK, a mąż siostry Elżbiety pracował w rozgłośni Wolna Europa.

Po opuszczeniu więzienia Andrzej Kołaczkowski podjął pracę wychowawcy w Zakładzie dla Niewidomych w Laskach, uczył języka niemieckiego i angielskiego kleryków w Ołtarzewie. Do Lublina powrócił dopiero po roku 1956, gdzie na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim pracował aż do 1973 roku. Najbardziej bolało go i przeżywał fakt, że nie mógł odwiedzać swojej siedemdziesięcioletniej matki Róży, mieszkającej samotnie w Pliszczynie, schorowanej, prowadzącej gospodarstwo rolne, by utrzymać siebie i dom. Potwierdzają to listy Róży pisane do najbliższych.

Dwuletni pobyt w więzieniu przeszkodził Andrzejowi Kołaczkowskiemu w rozwoju kariery naukowej, lecz nie zmienił jego poglądów ani szerokich zainteresowań. Profesor zaliczał do nich literaturę, muzykę i astronomię, które rozwijał, działając w różnych towarzystwach naukowych. Szczególnie fascynowała go literatura norweska, dlatego swój wolny czas poświęcał pracy translatorskiej z języków skandynawskich. Był cenionym recenzentem literatury norweskiej, publikował liczne artykuły w czasopismach norweskich i polskich. Jego dorobek obejmuje przekłady z języka norweskiego – monografię Sigrid Undset, antologię noweli norweskiej „Tam, gdzie fiordy”, a także tom poezji Anny L. Lonquist „Wąskie ścieżki” przetłumaczony ze szwedzkiego. Andrzej Kołaczkowski organizował liczne pogadanki i odczyty na tematy skandynawskie. Jako członek Klubu Inteligencji Katolickiej w Lublinie w 1977 roku wygłaszał odczyty dotyczące katolicyzmu w Norwegii. W latach osiemdziesiątych uczestniczył w wielu międzynarodowych sympozjach naukowych.

Po 1956 roku Andrzej Kołaczkowski wykładał germanistykę na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, pracował w bibliotece uniwersyteckiej tej uczelni, współtworzył Encyklopedię Katolicką oraz publikował liczne artykuły w Rocznikach Humanistycznych. W 1976 roku został członkiem Związku Literatów Polskich, w sekcji tłumaczy. Znał wiele języków: niemiecki, francuski, angielski, duński, szwedzki, norweski, holenderski, włoski, hiszpański. Dzięki tej wiedzy doskonale radził sobie z tłumaczeniami dzieł takich autorów jak Goethe, Schiller czy Heine. Przez pewien czas prowadził także lekcje angielskiego w lubelskich szkołach średnich.

Był człowiekiem niezwykle skromnym, nie budował dystansu naukowca, a jednocześnie wyróżniał się wysoką kulturą osobistą. Zawsze starał się nieść pomoc potrzebującym, finansował stypendia dla najbiedniejszych studentów, choć sam nie należał do osób zamożnych. W jednym z wywiadów profesor Kołaczkowski powiedział: „Nie mogę kochać wszystkich, ale każdemu oddałbym przysługę”. Ci, którzy mieli okazję go poznać, wspominają go jako osobę łagodną, delikatną, spokojną, życzliwą i hojnie obdarzoną sercem. Najstarsi mieszkańcy Pliszczyna pamiętali, że pan Andrzej często modlił się w kościele ojców Kapucynów na Krakowskim Przedmieściu, a wychodząc, nigdy nie przeszedł obojętnie obok żadnego biednego dziecka.

Po wojnie Andrzej Kołaczkowski zamieszkał w Lublinie, lecz nie zerwał więzi z mieszkańcami Pliszczyna. Chętnie odwiedzał dawny majątek, który w 1957 roku został sprzedany Księżom Sercanom. Miejscowa społeczność zapamiętała profesora spacerującego po Pliszczynie, szczególnie po tzw. Brzezinkach. Z „Kroniki placówki duszpasterskiej Księży Sercanów w Pliszczynie” wynika, że profesor Andrzej Kołaczkowski uczył nowicjuszy języków obcych, przede wszystkim angielskiego. Jego wysoka kultura osobista, wiedza i cierpliwość wobec wychowanków wywarły na zakonnikach ogromne wrażenie. Świadectwem tego jest jego wizerunek umieszczony w tłumie ludzi na dalszym planie fresku bocznego ołtarza, przedstawiającego „Ofiarowanie Narodu Polskiego Matce Bożej Częstochowskiej przez księdza Prymasa Stefana Wyszyńskiego”. Fresk ten został namalowany w 1960 roku przez Tadeusza Kostrza z Zabrza, artystę malarza pochodzącego ze Lwowa. Ponadto Andrzej Kołaczkowski był zapraszany wraz z matką Różą na różne uroczystości religijne do Pliszczyna.

Profesor Kołaczkowski gościł w swoim domu w Lublinie mieszkańców Pliszczyna. Jego życzliwość i skromność były powszechnie znane. Doceniał osiągnięcia swojego brata Wojciecha, dowódcy Dywizjonu 303. W 1993 roku na prośbę przedstawicieli społeczności pliszczyńskiej ofiarował kopię zdjęcia swego brata, pułkownika Wojciecha Kołaczkowskiego, aby w przyszłości został patronem szkoły w Pliszczynie – w dowód wdzięczności dla rodziny Róży Kołaczkowskiej. Co zostało zrealizowane w 2005 roku Wojciech Kołaczkowski został patronem gimnazjum, a jego matka Róża patronką szkoły podstawowej.

Andrzej Kołaczkowski zmarł 18 października 1997 roku. Spoczął w grobowcu rodzinnym przy ul. Lipowej w Lublinie. Dla nas mieszkańców Gminy Wólka jest symbolem człowieka, który swoją życiową drogą pokazał, że prawdziwa wielkość tkwi w sercu i odwadze do bycia sobą.

Ewa Szewczyk, eszew@wp.pl

 

 

Powrót