Tutaj jesteś Turystyka In memoriam o ludziach stąd Wojciech Kołaczkowski – człowiek...
Odpady Komunalne Odpady Komunalne Obrazek segregacji śmieci
Poradnik Interesanta Poradnik Interesanta Dwie osoby z dokumentami
Gazeta Gminna Wólka News Gazeta Gminna Wólka News Obrazek logo gmina news
Inwestycje Gminne Inwestycje Gminne Obrazek flaga uni europejskiej
Rozkład jazdy Rozkład jazdy Autobus na ulicy
Odnawialne źródła energii w Gminie Wólka Odnawialne źródła energii w Gminie Wólka Obrazek kolektory słoneczne
Seniorzy w Gminie Wólka Seniorzy w Gminie Wólka Obrazek seniorzy

In memoriam o ludziach stąd

Wojciech Kołaczkowski – człowiek wielu pasji

Zapraszam do poznania interesującej biografii Wojciecha Kołaczkowskiego, który od 1920 roku mieszkał w Pliszczynie z rodzicami Różą i Janem oraz rodzeństwem: Andrzejem, Krystyną, Janem i Elżbietą.

W ostatnich latach wielu dziennikarzy i historyków opisało życie Wojciecha Kołaczkowskiego. Już same tytuły, takie jak: „Człowiek dwóch żywiołów”, „Rajdowe sukcesy dowódcy Dywizjonu 303 Wojciecha Kołaczkowskiego”, „Bohaterowie przestworzy”, „Przylot Orła” zachęcają do odkrycia życia mieszkańca naszej gminy, Pułkownika pilota Wojciecha Kołaczkowskiego. Człowieka, który od młodości łączył pasję do lotnictwa, strzelectwa, motoryzacji i służby ojczyźnie. Jego losy to opowieść o odwadze, determinacji i miłości do Ojczyzny, które powinny inspirować pokolenia.

Dzieciństwo i młodość na Lubelszczyźnie

Wojciech Kołaczkowski urodził się 16 kwietnia 1908 roku w Moszenkach, gminie Jastków w ziemiańskiej rodzinie Róży i Jana Kołaczkowskich. Rodzice zapewnili mu dobre warunki do edukacji, którą pobierał wraz z rodzeństwem w domu pod okiem prywatnych nauczycieli. Już jako dziecko był „łobuzem nad łobuzami”, jak wspominała jego kuzynka, Ewa Kołaczkowska w swojej książce „Mała Kronika rodzinna”. Nieustraszony, kreatywny, charyzmatyczny lider gromady dzieciaków – tak zaczęła się historia młodego chłopca, który nie znał słowa „niemożliwe”. Jego dzieciństwo to czas wspinaczek po kołach młyńskich, wypraw przez dachy, polowań w okolicach Pliszczyna i zapisywanych z dumą sukcesów myśliwskich.

Wojtek od 1921 roku zaczął naukę w Lubelskiej Szkole w Lublinie, a później w prywatnej szkole w Zakopanem, gdzie nauczył się bardzo dobrze jeździć na nartach. Po roku wrócił do Lublina, następnie do Warszawy do Gimnazjum Kazimierza Kulwiecia, w którym zdał maturę w 1927 roku. Choć nie był najlepszym uczniem, to sport i pasje zawsze stanowiły jego mocne strony. W międzyczasie, za pieniądze od dziadka Edwarda Kołaczkowskiego kupił sobie pierwszy samochód. Następnie odbył swój pierwszy lot na Hanriocie z Witoldem Rychterem w Warszawie. Jego serce zaczęło bić mocniej dla motoryzacji i lotnictwa – pasje, które miały zadecydować o jego przyszłości.

Motoryzacja i rajdy samochodowe.

Już w 1928 roku Wojciech wziął udział w rajdzie Monte Carlo jako najmłodszy uczestnik, a jego czeski samochód Zbrojowka zdołał dotrzeć do mety na dwudziestym miejscu, zdobywając nagrodę za techniczne przygotowanie auta. Kolejne lata przyniosły sukcesy w rajdach i wyścigach, w tym zwycięstwa w najważniejszych polskich zawodach, takich jak Grand Prix Polski w 1937 i 1938 roku. Kołaczkowski jeździł różnymi samochodami o mniejszej i większej pojemności silnika: DKW i Lancia Aprilia. Dzięki licznym osiągnięciom w zawodach motoryzacyjnych, stał się znanym kierowcą rajdowym. W związku z tym otrzymał propozycję objęcia przedstawicielstwa handlowego koncernu Citroena w Warszawie, którą przyjął i otworzył swój salon samochodowy. Poznając historię koncernu, można przeczytać: „Citroen miał przed wojną swoją fabrykę w Warszawie oraz liczne salony i stacje obsługi, gdzie wyróżniała się firma Wojciecha Kołaczkowskiego”. Po II wojnie światowej w Stanach Zjednoczonych pracował w dużych firmach motoryzacyjnych i brał udział w wielu rajdach razem żoną Wandą, która była jego pilotem. Do jednych z najtrudniejszych osiągnięć Wojciecha Kołaczkowskiego można zaliczyć rajd samochodowy w Alpach, w którym dotarł do mety wśród dwudziestu najlepszych kierowców.

Jakim był kierowcą Wojciech Kołaczkowski? Odpowiedzią niech będzie fragment z prasy sportowej na temat rajdu z 1938 roku. „W wielu wypadkach zdecydowała o sukcesie kondycja psychiczna, opanowanie, upór i pewność siebie, bo gra tych właśnie elementów jest w sporcie bodajże najciekawsza”.

Lotnictwo – marzenie z dzieciństwa

W wieku jedenastu lat Wojtek miał okazję obserwować awaryjne lądowanie wojskowego samolotu w majątku rodziców w Moszenkach, gminie Jastków. Lotnicy kilka dni korzystali z gościnności Jana i Róży Kołaczkowskich, dopóki nie przyjechała ekipa mechaników, aby naprawić samolot. Wojtek osobiście rozmawiał z lotnikami: pilotem i obserwatorem, podziwiał ich odwagę i umiejętności. Po rozmowie stwierdził: „… jak podrosnę zostanę pilotem”. Po latach oświadczył, że to wydarzenie wywarło decydujący wpływ na jego zainteresowania i przyszłość. W wieku dziewiętnastu lat odbył pierwszy lot na samolocie, a wkrótce w 1928 roku dołączył do Lubelskiego Klubu Lotniczego, zdobywając licencję pilota turystycznego. Od tego momentu rozpoczął intensywne szkolenia, kursy lotnicze i wojskowe w Tomaszowie Lubelskim, Grudziądzu i Dęblinie, gdzie ukończył Dęblińską Szkołę Podchorążych, jako podporucznik pilot obserwator. W listopadzie 1937 roku przyjął stanowisko instruktora i wychowawcy w Dęblińskiej Szkole Orląt, była to późniejsza XIII promocja. Rocznik ten wyjątkowo wsławił się w czasie Bitwy o Anglię. Kiedy Wojciech Kołaczkowski dowodził Dywizjonem 303, było w nim aż sześciu absolwentów tego rocznika, a Bolesław Drobiński i Eugeniusz Horbaczewski samodzielnie dowodzili dywizjonami. „Zwłaszcza „Dziubek” Horbaczewski, który zginął nad Francją, uważany był i jest do dziś za jednego z najwybitniejszych asów polskiego lotnictwa, miał na koncie 17 zestrzeleń”. Gdy zdobywał wykształcenie lotnicze i umiejętności pilota, Wojciech Kołaczkowski dał się poznać jako dobry instruktor, wychowawca i dowódca. Co później wykorzystał w czasie wojny.

Był jednym z najbardziej aktywnych członków Lubelskiego Klubu Lotniczego, a jego nazwisko widnieje w archiwach klubu jako pilot, który spędzał najwięcej godzin w powietrzu. Dla przykładu w roku 1933 roku wykonano 1026 lotów w czasie 178 godzin, w tym najwięcej aż 31 godzin w powietrzu spędził Wojciech Kołaczkowski. Wielokrotnie reprezentował Lubelski Klub Lotniczy w zawodach lotniczych. W latach trzydziestych Lubelski Klub Lotniczy aktywnie włączał się w różne zawody lotnicze, zgłaszając pilotów wyszkolonych w klubie i sam organizując zawody lotnicze, które miały rangę ogólnopolską. W 1932 roku Wojciech Kołaczkowski wraz nawigatorem Janem Waroczewskim wziął udział w IV Locie Południowo – Zachodniej Polski im. Franciszka Żwirki na samolocie LKL - IIbis, zdobywając dla klubu liczne nagrody.

Wojna i Dywizjon 303

Kiedy wybuchła II wojna światowa Wojciech Kołaczkowski został powołany do Dęblina, który w pierwszych dniach września został zbombardowany i całkowicie zniszczony. Jednostka lotnicza została ewakuowana na południe Polski. Wojciech Kołaczkowski otrzymał rozkaz, aby znaleźć miejsca na terenowe lotniska szkoleniowo – operacyjne. Natychmiast zgodnie z rozkazem wraz z podchorążymi ruszył na południowy wschód. Wszystko zmieniło się 17 września, kiedy to Rosjanie zaatakowali Polskę. Podchorążowie dostali rozkaz, przekroczenia granicy rumuńskiej. Tam zostali rozbrojeni i osadzeni w obozach jenieckich. Dzięki swojej zaradności i pomysłowości, większość z nich zdołała uciec i następnie przedostać się przez Rumunię, Jugosławię, Grecję do Francji, polskiego sojusznika w walce z Niemcami. We Francji wiosną 1940 roku por. pil. Wojciech Kołaczkowski został przeszkolony na francuskich samolotach myśliwskich i brał udział w kampanii francuskiej, trwającej do 22 czerwca 1940 roku, jako dowódca eskadry. Polscy lotnicy wraz z francuskimi żołnierzami bronili montowni samolotów francuskich w Algierze.

Po kapitulacji Francji por. pil. Wojciech Kołaczkowski udał się wzdłuż północnej Afryki, poprzez Efez, Casablankę, Gibraltar do Anglii, gdzie dotarł w lipcu 1940 roku do Liverpoolu, „Otrzymał numer ewidencyjny P-0699". W bazie szkoleniowej w Blackpool w 3 Skrzydle naziemnym, rozpoczął intensywny trzymiesięczny kurs pilotażu na nowych, nieznanych polskim pilotom, samolotach brytyjskich Hurricanach i naukę języka angielskiego. W tym czasie trwała bitwa o Anglię, w której wyróżniał się polski Dywizjon 303 im. T. Kościuszki, sformowany z lotników 111 i 112 Eskadry Myśliwskiej I Pułku Lotniczego w Warszawie. W dniu 4 grudnia 1940 roku por. pil. Wojciech Kołaczkowski otrzymał przydział do Dywizjonu 303, który stacjonował w Leconfield, wykonując liczne zadania bojowe w składzie 1 Polskiego Skrzydła Myśliwskiego, na samolotach Hawker Hurricane. W marcu 1941 r. Wojciech Kołaczkowski za bojowe zasługi awansował na stopień kapitana.

20 kwietnia 1941 roku Dywizjon 303 rozpoczął loty w osłonie morskich konwojów na kanale La Manche i w tym dniu kpt. pil. Wojciech Kołaczkowski dowodził lotem trzech sekcji w rejonie Le Touguet. Wkrótce objął dowództwo eskadry Flight B, latając na Spitfire, z napisem „Krysia”. W czerwcu 1941 dywizjon rozpoczął operacje „rodeo” polegające na ofensywnych lotach w osłonie małych zespołów samolotów bombowych.

Od lipca do października 1941 r. dowodził Eskadrą A. 28 października w uznaniu za wybitne zasługi bojowe, został odznaczony przez naczelnego wodza gen. Władysława Sikorskiego Srebrnym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari. Moment dekoracji wspominał po latach: „Był to jeden z niewielu w moim życiu momentów, kiedy zawiodły mnie stalowe, jak mawiali koledzy, nerwy. Poczułem nagle, że mi coś przeszkadza w gardle i z największym tylko trudem odpowiedziałem na żołnierski uścisk dłoni „Ku chwale Ojczyzny Panie Generale”. Tego samego dnia gen. Sikorski udekorował kpt. pil. W. Kołaczkowskiego dwukrotnie Krzyżem Walecznych.

Od 20 listopada 1941 roku do 6 maja 1942 kpt. pil. Wojciech Kołaczkowski dowodził dywizjonem 303. Dowodzenie Dywizjonem 303 pozostało na zawsze w jego pamięci, co podkreślił po latach „Proszę popatrzeć na te pozostałe jeszcze w moim archiwum domowym odbitki raportów dziennych o lotach naszego dywizjonu. Obok nazwisk moich kolegów, pilotów, obok rubryk z ich stopniami wojskowymi i ilością godzin lotów operacyjnych musiałem niekiedy wpisywać słowo: poległ lub zaginął. I to przeżycie, towarzyszące każdemu z tych słów, pozostanie na zawsze”. Po półrocznym dowodzeniu Dywizjonem 303 został oddelegowany na urlop. W kolejnych miesiącach sprawdził się też jako dowódca kolejnych eskadr. Przez kolejne miesiące walk o Anglię prowadził młodych pilotów, często swoich dawnych uczniów z Dęblina. Dyscyplina, opanowanie, przywódczy talent – wszystko to sprawiło, że zasłużył na miano jednego z cenionych polskich pilotów w RAF-ie.

Decyzją dowództwa Polskich Sił Powietrznych, po odbyciu 149 lotów bojowych, mjr pil. Wojciech Kołaczkowski skierowany został do prac sztabowych. Następnie 1 kwietnia 1944 roku został wykładowcą taktyki lotnictwa myśliwskiego w Wyższej Szkole Lotniczej w Weston Super Mer, a 1 listopada tegoż roku został attaché lotniczym - zastępcą attaché wojskowego przy Ambasadzie RP w Londynie. Na tym właśnie stanowisku zastał go koniec wojny.

Za zasługi bojowe płk pil. Wojciech Kołaczkowski został odznaczony czterokrotnie Krzyżem Walecznych, Krzyżem Oficerskim Polonia Restituta, zaś brytyjscy sojusznicy przyznali mu Distinguished Flying Cross (DFC) – Lotniczy Krzyż Walecznych, najwyższe oficerskie odznaczenie RAF-u za osiągnięcia bojowe i męstwo, przyznawane tylko oficerom angielskim.

Po latach wspominał „Walczyłem o wolność Polski najlepiej jak umiałem. Uważam, że wypełniłem swój obowiązek żołnierski, zarówno wobec ojczyzny, jak też aliantów”. Za sprawne i skuteczne dowodzenie norweskimi lotnikami otrzymał najwyższe norweskie odznaczenie Krzyż Świętego Olafa, ponadto otrzymał liczne odznaczenia francuskie, czeskie, jugosłowiańskie. Dla Pułkownika najbardziej cenionym odznaczeniem był Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari za odwagę, miłość i poświęcenie dla Ojczyzny, zgodnie ze słowami wyhaftowanymi na sztandarze polskich lotników „Miłość żąda ofiary”, na spotkaniu z młodzieżą powiedział „My daliśmy ofiarę, bo kochaliśmy naszą Ojczyznę ponad wszystko”.

Royal Air Force uczciło Pułkownika pilota Wojciecha Kołaczkowskiego w niezwykły sposób, został namalowany jego wizerunek, z godłem Polski oraz znakiem Dywizjonu 303 i umieszczony w Ministerstwie Lotnictwa Brytyjskiego. Wizerunek wisi tam po dziś dzień i przypomina o zasługach polskich lotników, broniących Anglię podczas II wojny światowej.

Powojenna emigracja i działalność społeczna

Po zakończeniu wojny, ze względu na pochodzenie ziemiańskie, po wielu rozterkach Wojciech Kołaczkowski zdecydował się nie wracać do kraju, chociaż w Polsce zostali jego najbliżsi: matka Róża w majątku w Pliszczynie, brat Andrzej w Lublinie, siostra Krystyna w Warszawie. Najmłodszy brat Janek został uwięziony w sowieckich łagrach, gdzie zmarł. Siostra Elżbieta wyjechała do Francji, później do Stanów Zjednoczonych.

Pułkownik początkowo mieszkał w Wielkiej Brytanii, a jego zasadniczym zawodem stał się zawód fabrycznego kierowcy rajdowego. Odniósł na tym polu wiele sukcesów. Stopniowo Pułkownik z kierowcy awansował na przedstawiciela handlowego. I ta funkcja zawiodła go za ocean przez Argentynę, Brazylię, Kanadę do Nowego Jorku, gdzie prowadził przedstawicielstwo kilku brytyjskich firm samochodowych, Austin, BMC, Leyland i Jaguar, gdzie był zatrudniony około 30 lat, aż do przejścia na emeryturę. Tam założył rodzinę, ożenił się z Wandą Leitzke, miał syna Jana.

Cały czas pozostał również aktywny społecznie. Działał w Instytucie im. Piłsudskiego, Bratniej Pomocy Kombatantów, Instytucji Skarbu Narodowego RP a także w Stowarzyszeniu Lotników Polskich. Za działalność na tym polu otrzymał odznaczenia: Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski i Krzyż Oficerski Orderu Zasługi RP

W latach dziewięćdziesiątych Wojciech Kołaczkowski wraz ze swoją żoną Martą odwiedzał Pliszczyn, swoją dawną posiadłość, która obecnie jest własnością Księży Sercanów. Chętnie dyskutował i przywoływał czasy przed II wojną światową z najstarszymi ludźmi Pliszczyna, pamiętając ich z okresu swojej młodości. Szczególnie był poruszony, gdy słyszał o wkładzie i osiągnięciach swojej matki Róży na rzecz lokalnej społeczności. Po wielu latach mieszkańcy gminy Wólka zaczęli również doceniać dokonania pułkownika Wojciecha Kołaczkowskiego, a w 2005 roku, dzięki inicjatywie Rady Pedagogicznej oraz rodziców i uczniów, został on patronem Gimnazjum w Pliszczynie, a jego matka Róża uzyskała tytuł patronki Szkoły Podstawowej w Pliszczynie.

W wywiadach dziennikarze pytali Pułkownika: dlaczego tak rzadko bywa w Polsce?, czy nie ciągnie go w rodzinne strony?, czy może obraził się na Polskę? Mimo, że jego rodzinę spotkało wiele upokorzeń ze strony komunistycznego rządu, to odpowiadał: „Na Polskę nie można się obrażać. Nie wolno się obrażać na swoją Ojczyznę, bo ona jest jak matka – tylko jedna, jedyna. Muszę stwierdzić, że czasami mam rozstrojenie jaźni. Moje serce jest bowiem stale w Polsce. Myślami ciągle jestem bywam w Anglii, w której spędziłem 7 trudnych lat. Natomiast na stałe przez 47 lat osiadłem w Stanach Zjednoczonych”.

18 lipca 2001 roku w Sarasocie na Florydzie zmarł płk pil. Wojciech Kołaczkowski. Jego prochy zostały przywiezione do Polski i złożone w Warszawie na cmentarzu na Powązkach.

Pomimo rozłąki z ojczyzną, Wojciech Kołaczkowski zawsze czuł się Polakiem. W wywiadach podkreślał, że miłość do Polski jest dla niego najważniejsza, a jego słowa o „wypełnieniu obowiązku żołnierskiego” i „ofierze dla ojczyzny” są odzwierciedleniem jego głębokiego patriotyzmu. Jego życie to inspiracja dla młodych pokoleń, które uczą się od niego odwagi, wytrwałości i patriotyzmu. Wojciech Kołaczkowski zasługuje na naszą pamięć i szacunek kolejnych pokoleń.

Ewa Szewczyk, eszew@wp.pl

 

Powrót